Sprawy...
W Polsce jak narazie nie bawię się wogóle - zwyczajnie za dużo do zrobienia jak na 5 dni - a przyjechałem tutaj głównie z takim zamiarem, ale cóż jeżeli nie tym razem to może następnym. Być może w niedziele stanie się coś ciekawego.
Ciągłe bieganie i załatwianie jakichś papierków jest wkurwiające na maksa - szczególnie kiedy robisz to za siebie i jeszcze za kogoś. Wkońcu jeżeli mam urlop to nie po to żeby załatwiać jakieś idiotyczne rzeczy szczególnie za kogoś do chuja. NIGDY WIECEJ!
Dostęp do internetu mam oczywiście dzięki któremuś nieświadomemu sąsiadowi, który postanowił nie zadbać o zabezpieczenie swojej sieci bezprzewodowej :) Czyli jak najlepiej dla mnie. Chociaż to jest pocieszające w tym pierdolonym przyjeździe do kraju.